Elżbieta Bansleben

adwokat

Opis.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Sprawa medyczna

Elzbieta Bansleben09 lutego 20224 komentarze

Sprawa medyczna - prawo medyczne

Zasadniczo „sprawa medyczna” to często po prostu sprawa cywilna (choć nie musi tak być, ale o tym napiszę innym razem).

Kiedy wnosimy pozew cywilny, najczęściej wiąże się on w takiej sprawie z żądaniem zapłaty.

Aby jednak mówić tu o pieniądzach, trzeba ustalić kto, komu, co jest winien i dlaczego.

Odpowiedzialność szpitala

Zasada jest prosta: gdy doszło do wyrządzenia szkody, to ten, kto ze swojej winy ją wyrządził, jest zobowiązany do jej naprawienia. Wyrządzenie szkody musi być więc bezprawne. Ponadto musi być ktoś winny, a pomiędzy działaniem tej winnej osoby a szkodą musi jeszcze zaistnieć tzw. związek przyczynowy.

Krótko mówiąc, odpowiedzialność szpitala, innej placówki medycznej czy lekarza powstanie tylko wówczas, gdy ktoś zawinił, działał bez poszanowania zasad wynikających z aktualnej wiedzy medycznej oraz gdy przez to właśnie działanie doszło do szkody – pogorszenia zdrowia pacjenta.

Szkoda niepewna, lecz prawdopodobna

Spory medyczne mają swoją specyfikę – nieodłączny element niepewności. W leczeniu przecież nie zawsze chodzi o to, żeby wyleczyć. Czasem wystarczy, by po prostu leczyć. Medycyna jest w końcu nauką przyrodniczą, nieprzewidywalną i nierzadko zaskakującą.

W konsekwencji podmioty lecznicze są zobowiązane do starannego działania, nie są zaś zobowiązane do dostarczenia określonego rezultatu. Oznacza to, że nie można zobowiązać się, że postawi się pacjenta na nogi.

Uważa się poza tym, że wyjątkowo w tych właśnie sprawach, gdy dojdzie do wyrządzenia szkody, powinniśmy udowodnić, że PRAWDOPODOBNIE do szkody nie doszłoby, gdyby podjęto działania prawidłowe. W pozostałych sprawach cywilnych jest inaczej: musimy dowieść, że do szkody nie doszłoby NA PEWNO, na 100%.

Błędy w sprawach medycznych

I tu przechodzimy do zagadnienia, które chciałam Czytelnikom dziś przedstawić. Może uda mi się przekonać Was, że wykonuję niesamowicie ciekawą pracę oraz że w sporach sądowych mamy sporo zagadek.

Sprawy medyczne w ogóle osadzają się na wielu możliwych przypadkach i konfiguracjach powstałych zdarzeń. Wiele rzeczy może nie wyjść, mamy w kancelarii sporo studiów przypadku spraw, jakie prowadziliśmy, które wręcz mrożą krew w żyłach: operujący pomylił pacjentki i przeprowadził nie tę operację, pozostawiono narzędzie w ciele pacjenta, zakażono pacjenta nową bakterią, lecząc inną, o błędach okołoporodowych nie wspominając.

Co jednak może się zdarzyć, gdy personel medyczny nie dopełni standardowych procedur?

Przykładowo, tak po prostu, lekarze nie zbadają pacjenta tak jak powinni, poobserwują, wypuszczą ze szpitala do domu i tyle. A po czterech dniach pacjent będzie miał rozległy zawał serca, doprowadzający go do całkowitego rozstroju zdrowia.

Czy w takim wypadku Twoim zdaniem szpital, który wypisał pacjenta cztery dni wcześniej, powinien ponosić odpowiedzialność za całość fatalnego stanu zdrowia pacjenta?

Case study – obserwacja czy wypis?

Ponieważ być może nie jesteś lekarzem i możesz tego nie wiedzieć, podpowiem Ci, że w opisywanym przeze mnie przypadku od strony medycznej sytuacja wygląda w dużym uproszczeniu następująco: jeśli w szpitalu pojawia się pacjent z objawami mogącymi zwiastować zawał serca, powinno się pacjenta obserwować, a nadto powinno się przeprowadzić kilka standardowych badań, w tym tzw. oznaczenia troponiny. Właściwie to badanie przesądza o decyzji o pozostawieniu pacjenta w szpitalu bądź wypuszczeniu do domu.

W wypadku ww. pacjentki nie zdecydowano się w ogóle przeprowadzić tego badania. W zamian za to obserwowano inne wskaźniki, które wskazywały na to, że jej stan zdrowia poprawił się i wyglądał na stabilny. Zważywszy, że zbliżał się długi weekend sierpniowy (konkretnie był to dzień 14 sierpnia) pacjentkę wypuszczono do domu i zalecono odpoczynek. Jej stan zdrowia nie wskazywał w ocenie lekarzy, aby potrzebowała nawet zwolnienia lekarskiego.

Niestety, pacjentka nie czuła się zbyt dobrze w weekend, zaś po czterech dniach wystąpił u niej zawał, który miał bardzo rozległe i poważne konsekwencje, doprowadzając do długotrwałego niedotlenienia i całkowitego rozstroju zdrowia.

Jeden zawał, ale kilka wytłumaczeń…

Zgodnie z opiniami lekarzy, nie sposób dziś stwierdzić, jaki był poziom troponiny w czasie, kiedy należało go zbadać.

Równie dobrze mógł być w normie – pacjentkę należało wówczas wypisać, a do zawału i tak mogło dojść po czterech dniach, zupełnie niezależnie od tego wskaźnika. Zwłaszcza, że odległość czasowa (4 dni) jest duża.

Co więcej, gdyby nawet pacjentka została kolejny dzień w szpitalu, mogła zostać wypisana dnia następnego i ponownie – znów mogło dojść do zawału. Mało tego, nawet pozostawszy w szpitalu, pacjentka mogła przejść taki sam zawał serca i nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy można temu było w ogóle zapobiec.

Biorąc pod uwagę to, co napisałam na wstępie – że aby mówić o sprawie cywilnej, musimy dowieść, że pomiędzy działaniem (lub zaniechaniem) „winnego” a szkodą musi istnieć logiczny związek przyczynowy – czy Twoim zdaniem szpital powinien ponosić odpowiedzialność za całkowity rozstrój zdrowia pacjentki, biorąc w związku z tym na siebie koszty jej leczenia, do końca jej życia…?

Działania adwokata a sprawa medyczna

Pamiętaj proszę, że wprawdzie duszę możesz mieć wrażliwą i naturalne jest, że chcesz stanąć po stronie słabszego, czyli zapewne pacjenta. Jednak w procesie cywilnym w tym zakresie nie ma stron słabszych i podlegających większej ochronie.

Odpowiedzialność jest jedna. Ktoś jest winny, odpowiedzialny, lub nie. Również dla adwokatów każda sprawa medyczna jest bardzo trudna, bo to my musimy na pierwszej linii frontu podjąć decyzję i doradzić Klientowi, czy sprawa jest faktycznie sprawą nadającą się do wygrania, czy też nie. Pamiętaj, że przegrana sprawa, zwłaszcza o wysokiej wartości sporu, to duże koszty dla przegranego.

A teraz poproszę drogich Czytelników o udział w zabawie. Spróbuj wyobrazić sobie, że to Ty masz doradzić, mając wszystkie dostępne dane w tym poście. Czy szpital w tym wypadku powinien według Ciebie ponosić odpowiedzialność finansową za całkowity rozstrój zdrowia u pacjentki, płacąc jej zadośćuczynienie oraz dożywotnią rentę?

Chętnie usłyszę Państwa przemyślenia w tym temacie. Za najciekawszą odpowiedź przewiduję prezent, jedną a moich ulubionych i naprawdę ciekawych książek (troszkę tylko prawniczą) 🙂

***

Edit: Rozwiązanie zagadki w kolejnym artykule pt.: Utrata szansy na leczenie. Zapraszam!

W czym mogę Ci pomóc?

Na blogu jest wiele artykułów, w których dzielę się swoją wiedzą bezpłatnie.

Jeżeli potrzebujesz indywidualnej płatnej pomocy prawnej, to zapraszam Cię do kontaktu.

Przedstaw mi swój problem, a ja zaproponuję, co możemy wspólnie w tej sprawie zrobić i ile będzie kosztować moja praca.

    Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Kancelaria Adwokacka Elżbieta Bansleben w celu obsługi przesłanego zapytania. Szczegóły: polityka prywatności.

    { 4 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

    Kasia 9 lutego, 2022 o 21:45

    Uważam, że jeśli jest jakaś standardowa procedura dotycząca zawału serca, i taka procedura nie została dopełniona, to szpital jest winny niedbałości w leczeniu. Jest prawdopodobne, że gdyby to badanie zostało wykonane, do zawału by nie doszło – z jakiegoś powodu takie właśnie badanie jest badaniem standardowym. Jest jeszcze oczywiście kwestia tego, czy da się udowodnić, że objawy stanu przedzawałowego faktycznie były jasne – tu potrzeba opinii biegłych. A czy biegły lekarz w ogóle kiedykolwiek jest w stanie napisać, że objawy wskazują na coś jednoznacznie? Czyli – wina szpitala, a sprawa nie do wygrania.

    Odpowiedz

    Elzbieta Bansleben 15 lutego, 2022 o 16:27

    To jest właściwie odpowiedź w punkt, bardzo dziękuję! Istnieje bowiem odrębna podstawa prawna umożliwiająca sformułowanie roszczenia o zadośćuczynienie na podstawie jedynie stwierdzenia „naruszenia praw pacjenta” i właściwie na tej podstawie można było dochodzić rekompensaty, tyle, że byłaby ona znacznie mniejsza niż w przypadku udowodnienia, że stan pacjentki jednak jest przyczyną niestaranności lekarzy. Czy tak było w tej sprawie? Odpowiedź znajdzie się w kolejnym wpisie na blogu, zachęcam do lektury :). Za ten celny komentarz również należy się upominek, który z wielką chęcią przekażę 🙂

    Odpowiedz

    Helena 10 lutego, 2022 o 07:20

    Świetny artykuł! Odnosząc się jednak do przemyśleń po jego przeczytaniu, to pierwsze co przyszło mi do głowy, to czy odpowiedzialność za stan pacjentki leży po stronie szpitala brzmi: „to zależy”. Moim zdaniem warto byłoby przyjęć się nieco szerzej pacjentce: jaki był jej stan zdrowia wcześniej, czy miała choroby współtowarzyszace, czy w jej rodzinie występowały zawały i czy był to jej pierwszy czy kolejny zawał. Dużo pytań,bo w mojej ocenie stosunkowo rzadko zdarzają się w prawie sprawy zero-jedynkowe, a o wiele częściej mamy do szynienia z paletą szarości… Kluczowa jest opinia biegłego i jeśli pacjentka była w grupie ryzyka,to skłaniała bym się ku odpowiedzialności szpitala, nie jest ona jednak na 100%

    Odpowiedz

    Elzbieta Bansleben 15 lutego, 2022 o 16:23

    Bardzo dziękuję za ten komentarz. Oczywiście odpowiedź „to zależy” jest zawsze na miejscu, a zwłaszcza w sprawie medycznej. Oczywiście opinia biegłego miała i w tej sprawie kluczowe znaczenie, tyle, że biegły odpowiedział… „to zależy”. I dlatego ta sprawa była tak niezwykła i tak bardzo ciekawa! zachęcam do śledzenia rozwiązania tej zagadki, które pojawi się w kolejnym wpisie na blogu, a jednocześnie poproszę o przesłanie na adres mailowy kancelarii (kancelaria(at)bansleben.pl) Pani danych, abym mogła przesłać Pani upominek w podziękowaniu za ten trafny komentarz!

    Odpowiedz

    Dodaj komentarz

    Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Kancelaria Adwokacka Elżbieta Bansleben w celu obsługi komentarzy. Szczegóły: polityka prywatności.

    Poprzedni wpis:

    Następny wpis: