Elżbieta Bansleben

adwokat

Opis.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Utrata szansy na leczenie

Elzbieta Bansleben16 lutego 2022Komentarze (0)

Teza: prawdopodobieństwo (możliwość lub więcej niż możliwość), że leczenie mogłoby być skuteczne, jest wystarczającą przesłanką dla przypisania podmiotowi leczniczemu (który zaniechał postawienia prawidłowej diagnozy na czas/odmówił świadczenia) odpowiedzialności za pogorszenie zdrowia pacjenta 

Bardzo dziękuję drogim Czytelnikom za podjęcie się odpowiedzi na zagadkę z prawa medycznego z ubiegłego tygodnia, którą możecie Państwo przeczytać tutaj. Obie bardzo trafne opinie, zgodnie z obietnicą, nagradzam znakomitą książką Cezarego Łazarewicza „Koronkowa robota”. Książka ta analizuje przebieg postępowania w sprawie jednego z najsłynniejszych zabójstw II Rzeczypospolitej. Czyta się ją jednym tchem, może kiedyś o tym napiszę, na adwokatnaobcasach. Życzę udanej lektury 🙂

Sprawa o milion złotych

Przechodząc zaś do odpowiedzi na zagadkę, muszę napisać, że była to sprawa, którą prowadziłam z nadzwyczajnym obciążeniem zawodowym. Miałam świadomość, że wygrana nie jest oczywista.

Klientka, która była w bardzo złym stanie zdrowia, po pierwsze potrzebowała pieniędzy, po drugie, w przypadku przegranej, może zostać zobowiązana do zapłaty bardzo wysokich kosztów procesu – gdyż występowaliśmy w tej sprawie o milion złotych!

Utrata szansy na leczenie - książki

Mogliśmy być o tyle spokojni, że roszczenie zostało sformułowane w taki sposób, iż nawet w przypadku przegranej była szansa na uzyskanie środków na pokrycie kosztów procesu.

O tych sposobach być może jeszcze napiszę w przyszłości. Proszę jednak uwierzyć, że przy sprawach dotyczących życia konkretnej osoby, również adwokat odczuwa jej ciężar na swoich barkach.

Tym większa więc była nasza radość, kiedy wygraliśmy to postępowanie. W efekcie tego niemal milion złotych, a konkretnie ponad 930 tysięcy zostało wypłacone przez pozwanych na rzecz naszej Klientki – tytułem zadośćuczynienia, skapitalizowanej renty i odszkodowania. Nadto sąd wskazał odpowiedzialność szpitala na przyszłość. Oznacza to, że również jeśli pojawią się kolejne, nowe konsekwencje błędu szpitala w postaci pogorszenia zdrowia pacjentki, szpital będzie musiał pokryć koszty jej leczenia.

Odpowiedzialność za utracone szanse

Przypomnijmy w skrócie fakty w sprawie: pacjentka była osobą w wieku emerytalnym, poczuła się słabo, trafiła do lekarza pierwszego kontaktu, który wezwał karetkę. Niestety szpital do którego trafiła pacjentka nie wykonał podstawowego badania decydującego o kwalifikacji szpitalnej osób z dolegliwościami serca, na co wskazywała diagnoza lekarza pierwszego kontaktu – i odesłał panią po kilku godzinach obserwacji do domu. Po kilku dniach pacjentka doznała rozległego zawału serca, z niedotlenieniem, jej stan dziś jest bardzo zły (prawie bez kontaktu).

Nasza kancelaria oparła roszczenie na koncepcji przyjmowanej jako założenie funkcjonujące swobodnie w teorii prawa – zaś w praktyce, niestety – z różnym skutkiem stosowane: koncepcji odpowiedzialności za utracone szanse.

Sąd przychylił się do przedstawianej przez nas linii. Tym samym przesądził o odpowiedzialności szpitala na tej podstawie, że zdaniem sądu wskutek nieprzeprowadzenia stosownych badań pacjentka utraciła szansę na leczenie. Oznacza to, że nie jest pewne, czy w ogóle można było ją leczyć, a tym bardziej, czy leczenie to byłoby skuteczne.

Utrata szansy na leczenie – kontrowersje prawne

Trzeba przyznać, że kwestia, czy w takim wypadku szpital w ogóle ponosi odpowiedzialność, nie była jednoznaczna. Zawał, który wystąpił kilka dni później, nie musiał bowiem być powiązany z wcześniejszym brakiem hospitalizacji. Potwierdzają to zresztą „intuicyjne” wypowiedzi Czytelników pod poprzednim postem; w tej sprawie przedstawiałam analizy porównawcze podobnych spraw nie tylko w Polsce, ale również w USA i w Europie.

Sprawa przeszła przez dwie instancje – Sąd Okręgowy w Warszawie oraz Sąd Apelacyjny w Warszawie, który odrobinę zmienił orzeczenie, w sumie „poprawiając” na naszą korzyść, bo ustalił odpowiedzialność szpitala na przyszłość.

Oba sądy zgodziły się z nami, że ze względu na utratę szansy na leczenie, odpowiedzialność szpitala występuje w pełnym zakresie. Również otrzymane kwoty są jak na polskie warunki wysokie, zwłaszcza zważywszy na wiek pacjentki. Sądy zazwyczaj zasądzają wyższe kwoty osobom młodszym, z perspektywami dłuższego życia w cierpieniu.

Wyrok zapadł 17 czerwca 2021, jest prawomocny i został w całości wykonany tzn. pieniądze zostały wypłacone. Niedawno upłynął czas do wniesienia skargi kasacyjnej przez którąkolwiek ze stron, wiemy więc, że wyrok ten jest też niezmienialny.

Wypis bez odpowiedniego leczenia

Takich sytuacji, że „wypisuje się” pacjenta ze szpitala, nie sprawdzając uprzednio wszystkich niezbędnych do tego parametrów – jest sporo. Koncepcja „utraty szansy na leczenie” jest znana, ale przyjęcie jej rozumienia w takiej formie, jak w tej omawianej tu sprawie – jest moim zdaniem kluczowe dla innych podobnych spraw prowadzonych w przyszłości.

Wprawdzie bowiem w Polsce nie ma prawa precedensu, to jednak sądy chętnie sięgają do orzeczeń wydanych w podobnych sprawach. To z kolei daje szasnę na pozytywne zakończenie dla innych, analogicznych postępowań.

***

Sprawa medyczna

Zasadniczo „sprawa medyczna” to często po prostu sprawa cywilna (choć nie musi tak być, ale o tym napiszę innym razem). Kiedy wnosimy pozew cywilny, najczęściej wiąże się on w takiej sprawie z żądaniem zapłaty.

Aby jednak mówić tu o pieniądzach, trzeba ustalić kto, komu, co jest winien i dlaczego. Zasada jest prosta: gdy doszło do wyrządzenia szkody, to ten, kto ze swojej winy ją wyrządził, jest … [Czytaj dalej…]

***

Czytaj też: 

Jak ustalić wysokość uszczerbku na zdrowiu

Sprawa medyczna

Elzbieta Bansleben09 lutego 20224 komentarze

Sprawa medyczna - prawo medyczne

Zasadniczo „sprawa medyczna” to często po prostu sprawa cywilna (choć nie musi tak być, ale o tym napiszę innym razem).

Kiedy wnosimy pozew cywilny, najczęściej wiąże się on w takiej sprawie z żądaniem zapłaty.

Aby jednak mówić tu o pieniądzach, trzeba ustalić kto, komu, co jest winien i dlaczego.

Odpowiedzialność szpitala

Zasada jest prosta: gdy doszło do wyrządzenia szkody, to ten, kto ze swojej winy ją wyrządził, jest zobowiązany do jej naprawienia. Wyrządzenie szkody musi być więc bezprawne. Ponadto musi być ktoś winny, a pomiędzy działaniem tej winnej osoby a szkodą musi jeszcze zaistnieć tzw. związek przyczynowy.

Krótko mówiąc, odpowiedzialność szpitala, innej placówki medycznej czy lekarza powstanie tylko wówczas, gdy ktoś zawinił, działał bez poszanowania zasad wynikających z aktualnej wiedzy medycznej oraz gdy przez to właśnie działanie doszło do szkody – pogorszenia zdrowia pacjenta.

Szkoda niepewna, lecz prawdopodobna

Spory medyczne mają swoją specyfikę – nieodłączny element niepewności. W leczeniu przecież nie zawsze chodzi o to, żeby wyleczyć. Czasem wystarczy, by po prostu leczyć. Medycyna jest w końcu nauką przyrodniczą, nieprzewidywalną i nierzadko zaskakującą.

W konsekwencji podmioty lecznicze są zobowiązane do starannego działania, nie są zaś zobowiązane do dostarczenia określonego rezultatu. Oznacza to, że nie można zobowiązać się, że postawi się pacjenta na nogi.

Uważa się poza tym, że wyjątkowo w tych właśnie sprawach, gdy dojdzie do wyrządzenia szkody, powinniśmy udowodnić, że PRAWDOPODOBNIE do szkody nie doszłoby, gdyby podjęto działania prawidłowe. W pozostałych sprawach cywilnych jest inaczej: musimy dowieść, że do szkody nie doszłoby NA PEWNO, na 100%.

Błędy w sprawach medycznych

I tu przechodzimy do zagadnienia, które chciałam Czytelnikom dziś przedstawić. Może uda mi się przekonać Was, że wykonuję niesamowicie ciekawą pracę oraz że w sporach sądowych mamy sporo zagadek.

Sprawy medyczne w ogóle osadzają się na wielu możliwych przypadkach i konfiguracjach powstałych zdarzeń. Wiele rzeczy może nie wyjść, mamy w kancelarii sporo studiów przypadku spraw, jakie prowadziliśmy, które wręcz mrożą krew w żyłach: operujący pomylił pacjentki i przeprowadził nie tę operację, pozostawiono narzędzie w ciele pacjenta, zakażono pacjenta nową bakterią, lecząc inną, o błędach okołoporodowych nie wspominając.

Co jednak może się zdarzyć, gdy personel medyczny nie dopełni standardowych procedur?

Przykładowo, tak po prostu, lekarze nie zbadają pacjenta tak jak powinni, poobserwują, wypuszczą ze szpitala do domu i tyle. A po czterech dniach pacjent będzie miał rozległy zawał serca, doprowadzający go do całkowitego rozstroju zdrowia.

Czy w takim wypadku Twoim zdaniem szpital, który wypisał pacjenta cztery dni wcześniej, powinien ponosić odpowiedzialność za całość fatalnego stanu zdrowia pacjenta?

Case study – obserwacja czy wypis?

Ponieważ być może nie jesteś lekarzem i możesz tego nie wiedzieć, podpowiem Ci, że w opisywanym przeze mnie przypadku od strony medycznej sytuacja wygląda w dużym uproszczeniu następująco: jeśli w szpitalu pojawia się pacjent z objawami mogącymi zwiastować zawał serca, powinno się pacjenta obserwować, a nadto powinno się przeprowadzić kilka standardowych badań, w tym tzw. oznaczenia troponiny. Właściwie to badanie przesądza o decyzji o pozostawieniu pacjenta w szpitalu bądź wypuszczeniu do domu.

W wypadku ww. pacjentki nie zdecydowano się w ogóle przeprowadzić tego badania. W zamian za to obserwowano inne wskaźniki, które wskazywały na to, że jej stan zdrowia poprawił się i wyglądał na stabilny. Zważywszy, że zbliżał się długi weekend sierpniowy (konkretnie był to dzień 14 sierpnia) pacjentkę wypuszczono do domu i zalecono odpoczynek. Jej stan zdrowia nie wskazywał w ocenie lekarzy, aby potrzebowała nawet zwolnienia lekarskiego.

Niestety, pacjentka nie czuła się zbyt dobrze w weekend, zaś po czterech dniach wystąpił u niej zawał, który miał bardzo rozległe i poważne konsekwencje, doprowadzając do długotrwałego niedotlenienia i całkowitego rozstroju zdrowia.

Jeden zawał, ale kilka wytłumaczeń…

Zgodnie z opiniami lekarzy, nie sposób dziś stwierdzić, jaki był poziom troponiny w czasie, kiedy należało go zbadać.

Równie dobrze mógł być w normie – pacjentkę należało wówczas wypisać, a do zawału i tak mogło dojść po czterech dniach, zupełnie niezależnie od tego wskaźnika. Zwłaszcza, że odległość czasowa (4 dni) jest duża.

Co więcej, gdyby nawet pacjentka została kolejny dzień w szpitalu, mogła zostać wypisana dnia następnego i ponownie – znów mogło dojść do zawału. Mało tego, nawet pozostawszy w szpitalu, pacjentka mogła przejść taki sam zawał serca i nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy można temu było w ogóle zapobiec.

Biorąc pod uwagę to, co napisałam na wstępie – że aby mówić o sprawie cywilnej, musimy dowieść, że pomiędzy działaniem (lub zaniechaniem) „winnego” a szkodą musi istnieć logiczny związek przyczynowy – czy Twoim zdaniem szpital powinien ponosić odpowiedzialność za całkowity rozstrój zdrowia pacjentki, biorąc w związku z tym na siebie koszty jej leczenia, do końca jej życia…?

Działania adwokata a sprawa medyczna

Pamiętaj proszę, że wprawdzie duszę możesz mieć wrażliwą i naturalne jest, że chcesz stanąć po stronie słabszego, czyli zapewne pacjenta. Jednak w procesie cywilnym w tym zakresie nie ma stron słabszych i podlegających większej ochronie.

Odpowiedzialność jest jedna. Ktoś jest winny, odpowiedzialny, lub nie. Również dla adwokatów każda sprawa medyczna jest bardzo trudna, bo to my musimy na pierwszej linii frontu podjąć decyzję i doradzić Klientowi, czy sprawa jest faktycznie sprawą nadającą się do wygrania, czy też nie. Pamiętaj, że przegrana sprawa, zwłaszcza o wysokiej wartości sporu, to duże koszty dla przegranego.

A teraz poproszę drogich Czytelników o udział w zabawie. Spróbuj wyobrazić sobie, że to Ty masz doradzić, mając wszystkie dostępne dane w tym poście. Czy szpital w tym wypadku powinien według Ciebie ponosić odpowiedzialność finansową za całkowity rozstrój zdrowia u pacjentki, płacąc jej zadośćuczynienie oraz dożywotnią rentę?

Chętnie usłyszę Państwa przemyślenia w tym temacie. Za najciekawszą odpowiedź przewiduję prezent, jedną a moich ulubionych i naprawdę ciekawych książek (troszkę tylko prawniczą) 🙂

***

Edit: Rozwiązanie zagadki w kolejnym artykule pt.: Utrata szansy na leczenie. Zapraszam!

Witajcie na moim nowym blogu

Elzbieta Bansleben04 lutego 2022Komentarze (0)

Dzień dobry

Ochrona pacjenta

To jest mój pierwszy wpis na blogu „Ochrona pacjenta”. Może znasz mnie ze strony Adwokat na Obcasach, która stanowi być może zagadkę społeczną, ponieważ nie ma skonkretyzowanej tematyki.

Niemal wszystkie wpisy publikowałam o „zakazanej porze” – to jest w piątek po południu lub wieczorem (pisałam w ramach podsumowania swojego tygodnia, trochę dla siebie), do tego zdjęcia pochodzą głównie z prywatnych archiwów.

Mimo to swego czasu blog odnosił – jak na miarę braku jakiejkolwiek promocji – całkiem miłe sukcesy. Zaproszono mnie nawet na imprezę SeeBloggers z tej okazji, co było przeżyciem wielce interesującym i ogromnie zaszczytnym dla mnie, zważywszy, że z własnego punktu widzenia nie odczuwałam tak wielkiej przynależności do tzw. blogosfery.

Dlaczego blog o prawie medycznym – Ochrona pacjenta?

Z kolei bezpośrednia przyczyna założenia tego bloga jest prozaiczna. Kiedy przed kilkoma miesiącami prowadziłam intensywne postępowanie rekrutacyjne do mojej Kancelarii, spotkałam się z kilkudziesięcioma młodymi osobami. Ze zdumieniem zorientowałam się, że prawie nikt z nich nie wiedział, że prowadzimy sprawy medyczne. A już, jakiego rodzaju są to sprawy i jak się z nimi obchodzić, nie był zorientowany prawie nikt.

Właściwie rozumiem, dlaczego tak jest, bo skoro ja na ten temat praktycznie się nie wypowiadam publicznie, to skąd mielibyście Państwo wiedzieć?

Przeprowadziłam sumienną analizę i doszłam do wniosku, że we wszystkich ostatnio przyjętych postępowaniach z kategorii medycznych, Klienci przychodzili do nas z polecenia innych adwokatów, moich kolegów i koleżanek. Między sobą wiemy bowiem mniej więcej, kto ma jaką specjalizację i profil Kancelarii.

Sprawy medyczne wymagają wiedzy i cierpliwości

Muszę też przyznać, że sprawy medyczne, o ile trafiają do Sądu, trwają zazwyczaj bardzo długo i wszyscy w czasie takiego postępowania – strony, pełnomocnicy, przypuszczam, że nawet sędziowie – z pewnością przechodzą etapy frustracji. Sukces zaś jest krótki, sprawa wygrana, pieniądze zapłacone, po temacie.

Może dlatego nie tak łatwo jest MÓWIĆ o sprawach medycznych. Zdecydowanie łatwiej wprowadzić interesującą narrację do emocjonujących spraw międzynarodowych uprowadzeń rodzicielskich, z których moja Kancelaria jest bardziej rozpoznawalna.

Niemniej jednak sprawy dotyczące odszkodowania za tzw. błędy lekarskie (czy „zdarzenia medyczne”) prowadzimy od wielu lat, dotykają one niezwykle interesujących zagadnień, bardzo trudnych i ambitnych zawodowo.

Moje doświadczenie

Do takich należał ostatni duży sukces mojej Kancelarii, do którego będę z pewnością wracać, ponieważ otworzył według mnie drogę do wielu kolejnych nowych spraw. Wygrana w tej sprawie ostatecznie skłoniła mnie do otwarcia niniejszego bloga.

Mąż pacjentki powiedział mi bowiem w ostatniej rozmowie, że długotrwałość postępowania i liczne niewygody, które przeżywaliśmy po drodze – wielokrotnie skłaniały go do decyzji o rezygnacji z kontynuowania sprawy, zaś wyłącznie moja osobista determinacja, spokój i konsekwencja w działaniu mojej Kancelarii spowodowały, że dotrwaliśmy do tak wyczekanego końca.

Wprawdzie zdrowia nie można już przywrócić, ale przy odpowiednim wsparciu finansowym jakość życia i możliwość szerokiej rehabilitacji przywraca pacjentowi godność.

Zwłaszcza, kiedy mówimy o wygranej rzędu miliona złotych, jak w przywołanym postępowaniu.